Całą sobotę przesiedziałam w domu. Za oknem pada deszcz i nawet nie mam ochoty wystawiać nosa na zewnątrz. Wypiłam już dzisiaj kilka herbat i przesłuchałam chyba wszystkie dostępne piosenki Ani Serafińskiej.
Dawno nie brałam udziału w żadnym konkursie lub koncercie. Obawiam się, że spowodowane jest to moją odwzajemnioną nienawiścią do nauczycielki, która próbuje uczyć mnie muzyki. Muszę wziąć sprawy w swoje ręce i zacząć się samej dowiadywać o wydarzeniach muzycznych, które by mnie zainteresowały, bo do tej pory informowano mnie o wszystkim w szkole. No nic, wróciły stare, złe czasy, powróciła zmora i trzeba zacząć sobie radzić i nie dać się sprowokować. Ciężko jest robić coś, gdy ciągle rzucane są ci kłody pod nogi. Zazdrość ludzi czasem mnie dobija. Szkoda tylko, że w tym przypadku nie mogę się bronić, a jeżeli już chcę to robić, to bardzo dyskretnie, bo mogę mieć problemy - z nauczycielami lepiej nie zadzierać (znam to z obserwacji i autopsji). Na szczęście to ostatni rok, gdy widzę tę kobietę, wiec jakoś to przepękam. Nie dam tylko sobą manipulować, bo widzę że coraz częściej gra ze mną w "kto będzie lepszy" lub "zróbmy sobie konkurencję", po prostu żałosne. Dorosła osoba, a taka głupia. Nie mam słów. Żyję tylko nadzieją, że owa postać wreszcie zmieni mniemanie o sobie i jej ego zacznie mieścić się w jakimkolwiek pokoju. Mam ochotę ją uświadomić, że nie jest osobą kompetentną do zajmowania się muzyką. Wiele osób mnie popiera, nie jestem sama, ale nikt nie ma na nią haka. Zbieramy, zbieramy... :)) właśnie sobie pomyślałam, że jestem wredna. a nie, już mi minęło. :)
"Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie"
Pozdrawiam.
Liz.
P.S.
W moje głowie brak pomysłu na notki. Piszcie o czym chcielibyście przeczytać. Rzućcie jakieś hasło lub temat. Będę bardzo wdzięczna :))