Wreszcie po egzaminach. Aż się chce iść do szkoły ze świadomością, że nie będą nam ciągle przypominać o kompetencjach. Szczerze to myślałam, że będę się stresować. Byłam chyba jedyną osobą z klasy, która się niczym nie przejmowała. Miałam wszystko w du.pie i w sumie nadal mam. Wisi mi to. Wszystkich chyba zaskoczyła charakterystyka. Robiliśmy nawet zakłady i nikt nie obstawiał charakterystyki. Całkowicie o niej zapomnieliśmy. Najwięcej osób liczyło na rozprawkę, ewentualnie list lub opowiadanie. Jednakże jakoś daliśmy radę. Rano jeszcze szybko nauczycielka od historii i polskiego przypomniała nam różne zagadnienia i popytała pary dat. Nie powiem, żeby się nie przydało, ale polskiego i historii obawiałam się najmniej. Ostatnie próbne kompetencje z pl napisałam na 39/40 pkt., więc myślę, że teraz też nie będzie najgorzej :D Wczorajsza matma ponoć była banalna, no niestety nie dla mnie. Jednak nie jestem typem ścisłowca, a bardzo bym chciała. Niestety wolę bujać w obłokach, zastanawiać się "co autor miał na myśli...", analizować wiersze. O taaaak, to lubię. Przyroda też najlepiej mi chyba nie poszła. Na internecie nic nie sprawdzam, bo na każdej stronie są inne odpowiedzi, a ja większości i tak nie pamiętam jak zaznaczyłam, więc to nie ma najmniejszego sensu. Teraz próbuję się skupić na wyborze szkoły. Dokonałam już ostatecznego wyboru, ale zawsze ta wątpliwość jest. Zastanawiam się tylko, czy jak chcę składać podanie do 3 szkół, to do każdej muszę mieć osobne zaświadczenie lekarskie i kartę zdrowia (jeśli takową wymagają)? Nie wiem sama, moi poprzednicy nic nie pamiętają, a w mojej obecnej szkole nauczyciele jakoś nie palą się do pomocy.
A Wy jeśli pisaliście kompetencje to jak je oceniacie? Ja uważam, że były dość trudne. Wydaje mi się że w poprzednich latach były łatwiejsze... Nawet polski był trudny, z historii pytania wzięte z kosmosu. Niby były teksty źródłowe, ale trzeba było mieć szeroko pojętą wiedzę. Wszystko okaże się w czerwcu... A tak wgl idzie ktoś jutro do szkoły? Ja chyba pójdę i tak lekcje mamy 'lajtowe'. Polonistka dzisiaj pytała, jaki film chcemy oglądać, więc chyba można iść ;p
Pozdrawiam.
Liz
P.S.
Pamiętacie jak opowiadałam Wam o moim koledze, który mi się podoba? Dzisiaj na angielskim, jak opisywał swoją partnerkę, to napisał o wysokiej blondynce (dla przypomnienia, mam 180 cm i jestem blondynką) "A partnerka to wysoka blondynka, wiesz rozmarzyłem się". Mówił mi to i stał bardzo blisko. W sumie to przez całe te trzy dni rozmawialiśmy ze sobą dużo (szliśmy razem po egzaminy i w przerwach też często ze sobą przebywaliśmy) i stał tak nienaturalnie blisko. To nie była taka odległość, jak rozmawia się normalnie z kimś, tylko taka dość krępująca. Nie wiem czy on to robi specjalnie, świadomie, podświadomie, dla jaj czy bezmyślnie, bez żadnego kontekstu i sugestii.
Dobra kurde, pewnie sobie coś wmawiam. Ogarnij się, ogarnij się, ogarnij się... .
czwartek, 25 kwietnia 2013
poniedziałek, 15 kwietnia 2013
About me tag :)
Z racji tego, że już dawno skończyły mi się pomysły na notki, postanowiłam zrobić słynny wśród youtuberowiczek about me tag, czyli po prostu tag o mnie. Niektóre pytania troszkę zmieniłam, a niektóre odjęłam, bo w moim przypadku nie miały sensu :) Mam nadzieję, że spodoba Wam się coś takiego ;)
1. Jak masz na imię?
Liz :)
2. Kiedy masz urodziny?
W marcu :)
3. Jaka była Twoja wymarzona praca w dzieciństwie?
Zawsze chciałam być panią sklepową, strażakiem, lekarzem, policjantem i weterynarzem- to ostatnie zostało mi do dzisiaj, hihihi :)
4. Czy masz chłopaka/ dziewczynę?
Obecnie nie. Gdybym miała, wiedzielibyście o tym pierwsi ;)
5. Jakiej muzyki słuchasz?
Głównie to jazz i soul, ale nie zabraknie też grunge i rocka :)
6. Czego szukasz w drugiej osobie?
Szczerości, wyrozumiałości i szacunku ;)
7. Do kogo się zwracasz, gdy jest Ci smutno?
Zależy z jakiego powodu jest mi smutno. Najczęściej do kogoś z moich przyjaciół :)
8. Ulubione jedzenie?
Kuchnia włoska <3
9. Ulubiona część garderoby?
Hm... chyba bluzki oversize :)
10. Czy masz zwierzątka?
Tak, mam dwa psiaki :)
11. Ulubione miejsce?
Zależy od nastroju. Raz lubię zatłoczone i głośne miasto, a raz spokojną wieś :p
12. Czy masz drugie imię?
Nie mam :)
13. Ulubiony przedmiot w szkole?
Chyba angielski i biologia, ale mam nudnych nauczycieli, więc jakoś nie ma przedmiotu, na który chętnie bym chodziła :|
14. Ulubiony napój?
Haha nie będę pisać tutaj takich rzeczy ;p Nie no żartuje :D Lubię wodę i sok pomarańczowy lub z czarnej porzeczki <3
15. Jaka jest Twoja ulubiona piosenka w tym momencie?
Hm... nie mam ulubionej, ale w obecnej chwili w moich słuchawkach brzmi Lemon - Pizno <3
16. Jakie imiona nadałabyś dzieciom?
Chłopiec: Adaś, Piotruś, Wojtuś, Kajetan i chyba to wszystko ;p
Dziewczynka: Tu jest problem, bo jakoś nie specjalnie podobają mi się damskie imiona, ale chciałabym jakoś oryginalnie dość ;p
17. Czy uprawiasz jakiś sport?
Zawodowe lenistwo :)
18. Ulubiona książka?
Ogólnie to ja nie mam "nic ulubionego", ale czytam wiele książek wojennych i podróżniczych. Szczególnie o Afryce :)
19. Ulubiony kolor?
Niebieski, zielony i czarny to chyba takie najlepsze moim zdaniem :)
20. Ulubione zwierzątko?
Uwielbiam wszystkie zwierzaki, ale od niektórych wolałabym trzymać sie z daleka :)
21. Ulubione perfumy?
Naomi Cambel Cat Deluxe <3
22. Ulubione święto?
Chyba Wielkanoc :)
23. Czy kiedykolwiek byłaś za granicą? Ile razy?
Byłam raz w Niemczech i dwa razy w Czechach ;x
24. Czy mówisz w innych językach?
Perfekcyjnie posługuję się łaciną podwórkową ;p a tak poza tym to dość dobrze po angielsku i bardzo podstawowo dogadam się po niemiecku :)
25. Czy masz rodzeństwo?
Tak, mam dwie siostry i brata :)
26. Ulubiony sklep?
Oczywiście, że sh! :dd
27. Ulubiona restauracja?
Hm... nie mam ulubionej, bo rzadko jem na mieście, ale pewnie coś z fast foodem ;x ;o
28. Czy lubisz szkołę?
Budynek jest całkiem w porządku :)
29. Ulubiony film?
I znowu się powtórzę, że nie mam ulubionego, ale kocham polskie komedie (typu Sami Swoi, U Pana Boga w..., Chłopacy nie płaczą itd.) :))
30. Ulubiony program telewizyjny?
Nie oglądam telewizji, więc tutaj nie mogę się wypowiedzieć :)
31. Jaki masz telefon?
htc desire x
32. Ile masz wzrostu?
Na moje nieszczęście prawie 180 cm ;x :(
Mam nadzieję, że się Wam spodobało. Wiem, że to trochę odmóżdżające, ale naprawdę nie mam pomysłu na notki, wybaczcie :( Ale myślę, że czasami można zrobić jakiś tag :)
Jeżeli macie jakieś propozycje na notki lub macie do mnie jakieś pytania, proszę pisać w komentarzach ;))
1. Jak masz na imię?
Liz :)
2. Kiedy masz urodziny?
W marcu :)
3. Jaka była Twoja wymarzona praca w dzieciństwie?
Zawsze chciałam być panią sklepową, strażakiem, lekarzem, policjantem i weterynarzem- to ostatnie zostało mi do dzisiaj, hihihi :)
4. Czy masz chłopaka/ dziewczynę?
Obecnie nie. Gdybym miała, wiedzielibyście o tym pierwsi ;)
5. Jakiej muzyki słuchasz?
Głównie to jazz i soul, ale nie zabraknie też grunge i rocka :)
6. Czego szukasz w drugiej osobie?
Szczerości, wyrozumiałości i szacunku ;)
7. Do kogo się zwracasz, gdy jest Ci smutno?
Zależy z jakiego powodu jest mi smutno. Najczęściej do kogoś z moich przyjaciół :)
8. Ulubione jedzenie?
Kuchnia włoska <3
9. Ulubiona część garderoby?
Hm... chyba bluzki oversize :)
10. Czy masz zwierzątka?
Tak, mam dwa psiaki :)
11. Ulubione miejsce?
Zależy od nastroju. Raz lubię zatłoczone i głośne miasto, a raz spokojną wieś :p
12. Czy masz drugie imię?
Nie mam :)
13. Ulubiony przedmiot w szkole?
Chyba angielski i biologia, ale mam nudnych nauczycieli, więc jakoś nie ma przedmiotu, na który chętnie bym chodziła :|
14. Ulubiony napój?
Haha nie będę pisać tutaj takich rzeczy ;p Nie no żartuje :D Lubię wodę i sok pomarańczowy lub z czarnej porzeczki <3
15. Jaka jest Twoja ulubiona piosenka w tym momencie?
Hm... nie mam ulubionej, ale w obecnej chwili w moich słuchawkach brzmi Lemon - Pizno <3
16. Jakie imiona nadałabyś dzieciom?
Chłopiec: Adaś, Piotruś, Wojtuś, Kajetan i chyba to wszystko ;p
Dziewczynka: Tu jest problem, bo jakoś nie specjalnie podobają mi się damskie imiona, ale chciałabym jakoś oryginalnie dość ;p
17. Czy uprawiasz jakiś sport?
Zawodowe lenistwo :)
18. Ulubiona książka?
Ogólnie to ja nie mam "nic ulubionego", ale czytam wiele książek wojennych i podróżniczych. Szczególnie o Afryce :)
19. Ulubiony kolor?
Niebieski, zielony i czarny to chyba takie najlepsze moim zdaniem :)
20. Ulubione zwierzątko?
Uwielbiam wszystkie zwierzaki, ale od niektórych wolałabym trzymać sie z daleka :)
21. Ulubione perfumy?
Naomi Cambel Cat Deluxe <3
22. Ulubione święto?
Chyba Wielkanoc :)
23. Czy kiedykolwiek byłaś za granicą? Ile razy?
Byłam raz w Niemczech i dwa razy w Czechach ;x
24. Czy mówisz w innych językach?
Perfekcyjnie posługuję się łaciną podwórkową ;p a tak poza tym to dość dobrze po angielsku i bardzo podstawowo dogadam się po niemiecku :)
25. Czy masz rodzeństwo?
Tak, mam dwie siostry i brata :)
26. Ulubiony sklep?
Oczywiście, że sh! :dd
27. Ulubiona restauracja?
Hm... nie mam ulubionej, bo rzadko jem na mieście, ale pewnie coś z fast foodem ;x ;o
28. Czy lubisz szkołę?
Budynek jest całkiem w porządku :)
29. Ulubiony film?
I znowu się powtórzę, że nie mam ulubionego, ale kocham polskie komedie (typu Sami Swoi, U Pana Boga w..., Chłopacy nie płaczą itd.) :))
30. Ulubiony program telewizyjny?
Nie oglądam telewizji, więc tutaj nie mogę się wypowiedzieć :)
31. Jaki masz telefon?
htc desire x
32. Ile masz wzrostu?
Na moje nieszczęście prawie 180 cm ;x :(
Mam nadzieję, że się Wam spodobało. Wiem, że to trochę odmóżdżające, ale naprawdę nie mam pomysłu na notki, wybaczcie :( Ale myślę, że czasami można zrobić jakiś tag :)
sobota, 6 kwietnia 2013
!!
Nienawidzę swojego organizmu! Dwa tygodnie temu cały weekend przecierpiałam z zapaleniem pęcherza moczowego, tydzień później miałam paskudną grypę, a teraz? Od czwartku mam grypę jelitową/żołądkową (czy jak to się tam nazywa). Jest mi strasznie niedobrze! Nie mogę jeść, pić, stać, siedzieć, leżeć. Boli mnie kręgosłup, tyłek, żołądek, bark, głowa, kolana i nogi. Jestem tak niesamowicie zła, że nawet sobie nie wyobrażacie. Kolejny wolny czas przesiedzę w domu z okropnym choróbskiem. Mam dość tych wszystkich leków, wafli, sucharków, biszkoptów i herbat miętowych. Potrzebuje wreszcie jakiegoś odprężenia, bo ostatnimi czasy żyję w ciągłym stresie. Egzaminy tuż za rogiem, nauczyciele prawią kazania, a rodzice naciskają na naukę. Dyrektorka co chwile marudzi, że symulujemy choroby. W dodatku zbliża się termin składania podań, na stronie mojej szkoły nie ma nic na temat rekrutacji i dokumentów. Muszę jechać do fotografa zrobić zdjęcia, załatwić wszystko związanego ze szkołą. Strasznie się boję, że zapomnę o czymś ważnym. Ze znajomymi nie wychodziłam na dłużej od jakiegoś miesiąca, ale co tam, przecież jest tak fajnie. Mam nadzieję, że obudzę się jutro w świetnym humorze, pogoda za oknem będzie cudowna i nie będzie mi już nic dolegać. Marzę o tym!
Pozdrawiam.
Zdeterminowana Liz.
czwartek, 28 marca 2013
My problem...
Nie wiem jak to zrobiłam, ale czuję się znacznie lepiej. Dokucza mi jedynie duszący, suchy kaszel i katar zatokowy, ale da się przeżyć. Najgorszy jest ten kaszel, bo dzisiaj i jutro musiałam odwołać śpiewanie psalmów (kolega się zlitował :)) Niestety do Soboty muszę być już w pełni sprawna, bo czeka mnie trochę śpiewania. Dać radę trzeba, bo nie lubię zawodzić :)
Niestety czeka mnie też trochę nauki, na którą zmierzam przeznaczyć najbliższe dni. W wolnym czasie będę uczyć się z chemii. Mam wiele zaległości, bo przez dwa lata wszystko lekceważyłam, a już dawno zaczęły się powtórki do egzaminu. W czwartek zapowiedziana kartkówka z kochanych soli. Dla wielu to dziwne, ale w drugiej klasie przeżyłam bez znajomości wartościowości (wiem, głupi rym), mimo iż zaliczyłam je na 5. Sole udało mi się załapać na marne 3, ale to i tak była jedna z lepszych ocen. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że jestem obrzydliwym leniem, któremu nie chce nauczyć się kilku prostych rzeczy. Może gdybym nie była uważana za jedną z najlepszych uczennic w szkole, to mój stosunek do nauki byłby inny. Na dzień dzisiejszy mam na wszystko 'wylane' i nie potrafię się przemóc. Nie przekonują mnie groźby, prośby, błagania, kary... W świadomości wiem, że muszę wziąć się za siebie, ale fizycznie nie mam na to najmniejszego zamiaru. NIE POTRAFIĘ wziąć książki i przeczytać jej w spokoju. Nie potrafię się uczyć, gdy mam zacząć to robić czuję jakieś dziwne odrętwienie nóg, rąk, pleców... Jestem osobą, która całe życie przeżyła na wiedzy ze ściąg lub nabytej poprzez oglądanie, słuchanie albo z logicznego myślenia. Może to wynika z mojej inteligencji, może głupoty. Chcę osiągnąć wiele, ale nie mam chęci żeby się za to w jakiś sposób wziąć. Łudzę się, że wszystko dostanę podane na tacy, że wszystko przyjdzie mi gładko. Wiem, że tak nie będzie, ale żyję w przekonaniu "co będzie to będzie, ale źle nie będzie". Czuję się z tym wszystkim źle, ale nie potrafię się przemóc!! Czasami zastanawiam się czy nie powinnam pójść do kogoś, kto by mnie wysłuchał, dał rade i pomógł. Czasami czuję się, jak osoba chora psychicznie... Pewnie wielu z Was sobie tak o mnie pomyśli...
Niestety czeka mnie też trochę nauki, na którą zmierzam przeznaczyć najbliższe dni. W wolnym czasie będę uczyć się z chemii. Mam wiele zaległości, bo przez dwa lata wszystko lekceważyłam, a już dawno zaczęły się powtórki do egzaminu. W czwartek zapowiedziana kartkówka z kochanych soli. Dla wielu to dziwne, ale w drugiej klasie przeżyłam bez znajomości wartościowości (wiem, głupi rym), mimo iż zaliczyłam je na 5. Sole udało mi się załapać na marne 3, ale to i tak była jedna z lepszych ocen. Niemniej jednak nie zmienia to faktu, że jestem obrzydliwym leniem, któremu nie chce nauczyć się kilku prostych rzeczy. Może gdybym nie była uważana za jedną z najlepszych uczennic w szkole, to mój stosunek do nauki byłby inny. Na dzień dzisiejszy mam na wszystko 'wylane' i nie potrafię się przemóc. Nie przekonują mnie groźby, prośby, błagania, kary... W świadomości wiem, że muszę wziąć się za siebie, ale fizycznie nie mam na to najmniejszego zamiaru. NIE POTRAFIĘ wziąć książki i przeczytać jej w spokoju. Nie potrafię się uczyć, gdy mam zacząć to robić czuję jakieś dziwne odrętwienie nóg, rąk, pleców... Jestem osobą, która całe życie przeżyła na wiedzy ze ściąg lub nabytej poprzez oglądanie, słuchanie albo z logicznego myślenia. Może to wynika z mojej inteligencji, może głupoty. Chcę osiągnąć wiele, ale nie mam chęci żeby się za to w jakiś sposób wziąć. Łudzę się, że wszystko dostanę podane na tacy, że wszystko przyjdzie mi gładko. Wiem, że tak nie będzie, ale żyję w przekonaniu "co będzie to będzie, ale źle nie będzie". Czuję się z tym wszystkim źle, ale nie potrafię się przemóc!! Czasami zastanawiam się czy nie powinnam pójść do kogoś, kto by mnie wysłuchał, dał rade i pomógł. Czasami czuję się, jak osoba chora psychicznie... Pewnie wielu z Was sobie tak o mnie pomyśli...
sobota, 23 marca 2013
Sick.
Kilka dni temu dopadła mnie straszliwa chrypa. Wszyscy dookoła śmiali się ze mnie, że przechodzę mutacje. Od wczoraj towarzyszy mi również katar. Myślałam, że to za chwilę przejdzie. Nic prócz gardła mnie nie bolało, gorączki nie miałam. W sumie do teraz nie mam. Gdy obudziłam się dziś rano, od razu zmierzyłam temperaturę. Wszystko w normie. Koleżanki namawiały mnie na wyjście na miasto. Zgodziłam się. I tu właśnie był mój wielki błąd. Przy temperaturze -13 stopni, nawdychałam się okropnie zimnego powietrza. Na nic zadało się grube ubranie i ciepła czapka. Po dwóch godzinach bycia na dworze, mój stan zdrowia znacznie się pogorszył. Od tej pory nawet mówienie szeptem sprawia mi okropny ból. Smaruję się różnymi dziwnymi maziami, piję hektolitry herbaty z syropem z jakiejś tam rośliny (mikstura mojej babci, sławna w okolicy). Nic nie przynosi mi ulgi. Czuję się strasznie. Pierwszy raz płaczę z bólu przy kaszleniu. Na szczęście nie mam gorączki. Do lekarza nie chcę iść. Zauważyłam, że na byle przeziębienie przepisuje się u nas antybiotyk. Dla mnie jest to niedorzeczne. Po co mi zwalczać bakterie, gdy mam wirusa? Ludzie przyzwyczaili się do cudownego działania antybiotyku. Śmieszy mnie to, bo tak naprawdę wykazują się swoją niewiedzą. Później się dziwią, że przy prawdziwym wirusie leki na nich nie działają. Odpowiedź jest prosta i klarowna - wirusy się uodporniły. Ot, dlaczego nie lubię lekarzy rodzinnych. Ale nie o tym dzisiaj mowa. Macie może jakieś sprawdzone, domowe sposoby na walkę z uporczywym bólem gardła i katarem? Jeżeli tak, to bardzo proszę o pomoc, bo mam ochotę odrąbać sobie głowę (tak wiem, dziwnie to brzmi).
Pozdrawiam.
Cierpiąca Liz.
Pozdrawiam.
Cierpiąca Liz.
sobota, 16 marca 2013
muzykoterapia
Chciałabym chodź przez chwilę poczuć, że twardo stąpam po ziemi Jak na razie czuję pod nogami kruchy lód, który topnieje za mną, wraz z pojawiającymi się promieniami słońca. Chciałabym wreszcie zaznać satysfakcji, która już dawno ode mnie odeszła. Nie zawsze chcieć to znaczy móc. Czasami są takie sytuacje w życiu, które nie pozwalają nam na coś, chociaż bardzo się staramy. Jestem tego doskonałym przykładem. Kiedy tylko mam szansę spełnienia swojego little dream, to jakaś przeszkoda nie do pokonania staje mi na drodze. Już dawno przestałam wierzyć, że marzenia się spełniają. Nie u mnie. Im częściej o czymś myślę, tym większe prawdopodobieństwo, że się nie uda. Mimo tego nie poddaję się. Dalej w głębi wierzę, że kiedyś los się do mnie uśmiechnie, bo nigdy nie miałam tego, na czym mi na prawdę zależało. Może za mało się staram? Może na to nie zasługuje? Może za mało chcę? Może za dużo wymagam? Ale czy jestem aż tak złym człowiekiem, żeby spotykały mnie takie klęski? Niczego w życiu nie mogę być pewna. Nawet, gdy ktoś pyta mnie, gdzie idę dalej do szkoły, to odpowiadam, że nie wiem lub zmieniam temat. Wszyscy dookoła mnie są już sprecyzowani, co do dalszej drogi kształcenia tylko nie ja. Zawsze jest przecież jakiś warunek, jakieś 'ale'. Nic mnie już w moim życiu nie zdziwi... Czasami mam ochotę oddać się pod służbę Opatrzności. Ale nawet tego nie jestem pewna...
Płynie się zawsze do źródeł pod prąd, z prądem płyną tylko śmieci.Muzykoterapia.
poniedziałek, 25 lutego 2013
Najpierw dać nadzieję, a później skutecznie ją odebrać.
Znowu przekonałam się, jak mogę polegać na swojej rodzinie. Jest mi cholernie przykro, że we mnie nie wierzą. Najpierw dają nadzieję, a później skutecznie mi ją odbierają. Chodzi o to, że chcę pójść do szkoły z internatem. Dokładniej do technikum weterynaryjnego, oddalonego o 100 km od mojego domu. Rozmawiałam z tatą i stwierdził, że jeżeli jestem pewna, że chcę to robić to mogę iść. Rozmawialiśmy nawet wstępnie, gdzie mogłabym mieszkać. Na drugi dzień, stwierdził, że to chyba nienajlepszy pomysł. Pójdę do liceum, jest bliżej i będę miała to samo. Próbowałam wytłumaczyć mu, że w technikum będę miała praktyki, co jest dla mnie bardzo ważne. Wiem, że będę zamiatać podłogę w lecznicy czy schronisku, ale kontakt ze zwierzętami zawsze będzie. Przede wszystkim PRZEDMIOTY ZAWODOWE. Rozmawiałam z jedną panią i bardzo polecała mi pójść do tej szkoły, bo na studiach będę miała takie same szanse, jak ci z LO, a dodatkowo już będę obeznana z anatomią, fizjologią itd. Próbowałam wytłumaczyć to skutecznie moim rodzicom, ale oni wymyślali coraz to nowe powody. "Całe życie pod spódnicą mamusi. To technikum jest daleko, nie dasz sobie rady", "a co jeśli po roku czy dwóch stwierdzisz, że jednak nie chcesz tego dalej robić?", "technikum to rok w plecy, w liceum na biol-chem masz to samo", "po liceum też możesz iść na weterynarie". Na wszystko miałam odpowiedź. 'Na studia będę musiała wyjechać jeszcze dalej.', 'Jeżeli przez ostatnie kilka lat mi się nie odwidziało, to dlaczego to miałoby nastąpić teraz?', 'Może technikum mam rok w plecy, ale jest kontakt ze zwierzętami i ich 'wnętrzem' (mam tu na myśli zawodowe), a to jest dla mnie najważniejsze. A jeśli mi się wet nie spodoba to po tym też mogę iść na inne kierunki.' Oczywiście na koniec usłyszałam coś, czego nie chciałam usłyszeć. Tata powiedział: "Wiesz, że nie mam pracy. Jeśli jej nie znajdę za granicą to nie będzie mnie stać, żeby cię tam wysłać". Po tych słowach powiedziałam tylko "rozumiem" i wyszłam. Zrobiło mi się strasznie przykro. Do dzisiaj zanosi mi się na płacz. Nie wiem, co mam teraz zrobić. Zostaje mi chyba tylko modlić się, żeby tata wkrótce dostał pracę. Wszystko rozumiem, ale mógł mi to powiedzieć wcześniej. A ja już się cieszyłam, że chociaż raz uda mi się spełniać marzenia, bo jak na razie mi się nic nie udaje. Może ja robię coś źle? Może jestem taka beznadziejna? Może za mało się staram? Może ktoś próbuje mi to utrudnić? Może nie to jest mi pisane? Na te pytania chyba nigdy nie uzyskam odpowiedzi...
Pełna smutku, ale z brakiem nadziei Liz.
Pełna smutku, ale z brakiem nadziei Liz.
Subskrybuj:
Posty (Atom)