sobota, 31 marca 2012
Farewell.
Hej, dzisiejsza notka jest moją ostatnią. Przynajmniej na jakiś czas. Nie mam na siebie pomysłu, ze smutkiem stwierdzam, iż nie dałam rady. Zakładając tego bloga, miałam miliony pomysłów na notki, jednakże moja pamięć krótkotrwała wygrała. Pomysły na notki rodziły się zazwyczaj w 'spartańskich' warunkach, kiedy to nie miałam możliwości zapisania swoich myśli lub wieczorem, gdy już prawie zasypiałam i nie miałam siły sięgnąć po nic do pisania - telefon czy kartkę. Jest mi bardzo przykro, ale w obecnej chwili nie mam pomysłów na notki, a myślę, że nikogo nie usatysfakcjonują notki co dwa tygodnie. Prawdę mówiąc, mnie też one specjalnie nie uszczęśliwiają. Liczyłam także na Waszą pomoc, jednakże nic z tego nie wyszło. Trudno, widocznie tak miało być. Mimo wszystko, dziękuję Wam za wszystko, za to, że przez ten krótki okres czasu byliście ze mną. Jedni od początku, a drudzy od niedawna, ale wszystkim z całego serca dziękuję i mam nadzieję, że kiedyś jeszcze tu wrócę i będę mogła na Was liczyć :) Ten blog to dla mnie wspaniała przygoda, która niestety już się kończy. Nie oznacza to, że usunę bloga, że nie będę już tu wchodzić. Szkoda mi pracy włożonej w to wszystko. Trzymajcie za mnie kciuki, a najbardziej za powrót mojej weny. Mam nadzieję, że o mnie nie zapomnicie i czasami powspominacie starą Liz i z miłą chęcią przeczytacie po raz setny moje notki. Dziękuję Wam jeszcze raz za wszystko i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś napiszę. Całuję i ściskam Liz.
czwartek, 29 marca 2012
:)
HEJ :)
PRZEPRASZAM, ŻE RZADKO TUTAJ PISZĘ, ALE UWIERZCIE MI, ŻE TO NIE ZNACZY, ŻE O WAS ZAPOMNIAŁAM, ŻE ZAPOMNIAŁAM O TYM BLOGU. WCHODZĘ TUTAJ CODZIENNIE Z NADZIEJĄ, ŻE POJAWIŁ SIĘ JAKIŚ NOWY KOMENTARZ. MAM DO WAS OGROMNIACHNĄ PROŚBĘ. MOGLIBYŚCIE POD TĄ NOTKĄ PODAĆ TYTUŁ TEMATU, NA KTÓRY MAM SIĘ WYPOWIEDZIEĆ, KTÓRY MAM PORUSZYĆ? KOMPLETNIE NIE MAM POMYSŁU NA NOTKI, NIE WIEM, CO MAM PISAĆ, A WYDAJE MI SIĘ, ŻE TO CO ROBIĘ KAŻDEGO DNIA, NIE JEST JAKIEŚ SUPER CIEKAWE I NIE WYSZŁABY Z TEGO ZBYT CIEKAWA NOTKA :) CAŁY CZAS MOŻECIE PISAĆ MI W KOMENTARZACH, O CZYM CHCIELIBYŚCIE PRZECZYTAĆ, A MOŻE MACIE JAKIEŚ PYTANIA? TO ŚMIAŁO! BARDZO CHĘTNIE ODPOWIEM!! :))
POZDRAWIAM WAS I MAM NADZIEJĘ, ŻE JUŻ W TEN WEEKEND BĘDĘ MIAŁA JAKIŚ POMYSŁ NA NOTKĘ. TRZYMAJCIE SIĘ CIEPLUTKO! :))
PRZEPRASZAM, ŻE RZADKO TUTAJ PISZĘ, ALE UWIERZCIE MI, ŻE TO NIE ZNACZY, ŻE O WAS ZAPOMNIAŁAM, ŻE ZAPOMNIAŁAM O TYM BLOGU. WCHODZĘ TUTAJ CODZIENNIE Z NADZIEJĄ, ŻE POJAWIŁ SIĘ JAKIŚ NOWY KOMENTARZ. MAM DO WAS OGROMNIACHNĄ PROŚBĘ. MOGLIBYŚCIE POD TĄ NOTKĄ PODAĆ TYTUŁ TEMATU, NA KTÓRY MAM SIĘ WYPOWIEDZIEĆ, KTÓRY MAM PORUSZYĆ? KOMPLETNIE NIE MAM POMYSŁU NA NOTKI, NIE WIEM, CO MAM PISAĆ, A WYDAJE MI SIĘ, ŻE TO CO ROBIĘ KAŻDEGO DNIA, NIE JEST JAKIEŚ SUPER CIEKAWE I NIE WYSZŁABY Z TEGO ZBYT CIEKAWA NOTKA :) CAŁY CZAS MOŻECIE PISAĆ MI W KOMENTARZACH, O CZYM CHCIELIBYŚCIE PRZECZYTAĆ, A MOŻE MACIE JAKIEŚ PYTANIA? TO ŚMIAŁO! BARDZO CHĘTNIE ODPOWIEM!! :))
POZDRAWIAM WAS I MAM NADZIEJĘ, ŻE JUŻ W TEN WEEKEND BĘDĘ MIAŁA JAKIŚ POMYSŁ NA NOTKĘ. TRZYMAJCIE SIĘ CIEPLUTKO! :))
czwartek, 15 marca 2012
Pro-life.
Wiem, że wielu z Was może sobie pomyśleć "Czym ona sobie zaprząta głowę, przecież jest jeszcze młoda" itp., ale ja chcę i czuję nawet taki obowiązek mówienia głośno i wygłaszania swoich poglądów. Długo myślałam nad swoją kolejną notką i postanowiłam, że napiszę o bardzo ważnej rzeczy, czyli o najpiękniejszym darze, jaki Bóg dał człowiekowi, mianowicie dawanie życia, którego ludzie nie doceniają. Czasami wydaje mi się, że ludzie boją się o tym mówić, wydaje im się, że ich to nie dotyczy. Niestety tak nie jest. Każdy z nas mógł zostać ofiarą aborcji, wystarczyłaby jedna decyzja, a mogłoby nas tutaj nie być... Wielu mówi, że aborcja powinna być legalna, bo każdy ma prawo do wyboru. Zgadzam się, ale trzeba było myśleć o tym wcześniej. Sądząc, że każdy ma prawo do wyboru przeczą sami sobie, bo to dziecko mające niebawem przyjść na świat nie może o sobie decydować. Wiem, że brzmi to dość absurdalnie, bo przecież ono się jeszcze nie narodziło, ale taki jest fakt. Tylko Bóg jest upoważniony do tego, aby odebrać komuś życie. Większość ludzi uważająca, że aborcja powinna być legalna nie wie chyba tak naprawdę, jak to MORDERSTWO przebiega. Specjalnie wyróżniłam słowo "morderstwo", aby uświadomić powagę sytuacji. Wyszukałam dla Was historię pewnej kobiety, której miało 'nie być', której matka poddała się aborcji, na szczęście nieudanej. Ten reportaż mówi wszystko, ja po jego obejrzeniu zaczęłam bardziej zastanawiać się nad pojęciem 'aborcji'. Nigdy jakoś specjalnie się tym nie interesowałam, do czasu aż właśnie natknęłam się na tą historię. (Pod notką znajdziecie linki, które prowadzą do tego filmu będącego w dwóch częściach.) Rozmawiałam z osobą, która mogłaby przeprowadzać takie zabiegi, ale stwierdziła, że nie jest mordercą, stwierdziła, że nie będzie zabijać bezbronnych, niewinnych istot. W pełni się z nią zgadzam, gdyż uważam, że aborcja powinna być zakazana na całym świecie! Jako Pro-life teen, chcę, aby wszyscy wiedzieli jak przebiega i jakie konsekwencje niesie za sobą aborcja. Jeżeli nie wiesz jak wygląda usunięcie ciąży (że tak lekko to nazwę), poszukaj w internecie. Tam wszystko jest wyjaśnione, na pewno znajdziecie odpowiedzi na wszystkie pytania. Mam nadzieję, że to rozwieje Wasze wątpliwości dotyczące tego, dlaczego Kościół jest przeciwny aborcji. Zadajcie sobie czasem takie pytanie: 'dlaczego Kościół jest przeciwny morderstwu?' Nie, a przecież to dwa pokrewne pytania, a dużo ludzi odpowie na nie inaczej. Czasami piszą notki, mam nadzieję, że to co piszę, to co tutaj poruszam, w jakiś sposób do Was trafi. Mam nadzieję, że będzie to coś w rodzaju świadomej refleksji i każdy kto to przeczyta zacznie, głębiej lub nie, zastanawiać się nad tym, bo nie poruszam tutaj ważnych rzeczy, tylko po to, aby coś napisać, tylko po to, aby do kogoś to trafiło. Staram się jak najczęściej naświetlać Wam jakieś sprawy, swoje poglądy, do których zachęcam innych, ale nie zawsze wiem jak to zrobić w odpowiedni sposób, żeby było zachęcające do rozmyślania. Nie jestem pewna, czy mi to wychodzi, ale mam głęboką nadzieję, że chociaż trochę daję sobie radę. A wracając do tematu, to chciałabym powiedzieć, że zanim zaczniecie się wypowiadać na dany temat, zapoznajcie się z nim, bo wielu udziela głosu, nie mając o tym zielonego pojęcia. To przykre, że ludzie mądrzy, czasami i ludzie wysoko wykształceni, a co najdziwniejsze wierzący w Boga, mówią takie bzdety na temat aborcji. Wiem, że każdy może mieć prawo do wygłaszania swoich poglądów, do wypowiadania się na różne tematy i doskonale to rozumiem, bo sama wygłaszam swoje racje, ale nikt z nas nie ma prawa zabierać życia! Trzeba pojąć, że zostaliśmy stworzeni, aby służyć Bogu, a zabijanie, odbieranie życia nie należy do zajęć "sługi". Wiem, że wypowiadam się dość kolokwialnie, ale czasami trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Ja mam jednak nadzieję, że ukazałam Wam problemy, które mogą się wydawać dla nas odległe, ale niestety, może nawet nie wiemy ile razy na ulicy spotkaliśmy kobiety, które poddały się aborcji, nie wiemy ile razy spotkaliśmy osobę, która jakimś cudem aborcję przeżyła. Nie wiemy nawet, kogo z nas, naszych bliskich miało tutaj nie być. Na świecie są osoby, są pary, małżeństwa, które pragną mieć dzieci, a niestety z przyczyn biologicznych nie mogą ich mieć. Chcą kochać, wychowywać i martwić się, a ktoś obok nich zabije małe dziecko, bo nie chce, bo to była tzw. wpadka itd. To nie jest żadne wytłumaczenie. Nic nie tłumaczy morderstwa, nic! Możecie mnie krytykować, ale ja zdania nie zmienię...
Oto linki do reportażu, o którym wspomniałam:
cz.1
cz.2
Jeżeli ktoś wytrwał do końca, to bardzo dziękuję. Dobranoc.
Oto linki do reportażu, o którym wspomniałam:
cz.1
cz.2
Jeżeli ktoś wytrwał do końca, to bardzo dziękuję. Dobranoc.
piątek, 24 lutego 2012
Mess.
Ostatnio mam jakiegoś potwornego doła. Od kilku dni potrafię leżeć bezczynnie kilka godzin i jedyne co robię to gapię się w sufit, płaczę albo się śmieję. Nie wiem co jest gorsze. Ktokolwiek by do mnie nie podszedł, oberwał jakimś bełkotem lub brakiem zainteresowania z mojej strony. Obecnie jestem na etapie płaczu nie mając pojęcia, co jest tego przyczyną.
Nie wspominałam chyba Wam, że ON i ONA już nie są razem. Dowiedziałam się o tym kilka dni temu. Nie będę ukrywać i powiem szczerze, że ucieszyło mnie to. W sumie ostatnio dość często się z nim widzę i wszystko jest tak jak było kiedyś. Nic się nie zmieniło, wczoraj również. Mimo iż nasze spotkanie trwało chwilę to zdążyliśmy dwa razy wymienić się uśmiechem. Dzisiaj już nie wiem co się dzieje w mojej głowie. Mam jeden wielki bałagan, jakiego nigdy przedtem nie miałam. Nie mogę, a nawet nie chcę się nad tym wszystkim zastanawiać. Narazie jesteśmy w dobrych stosunkach kolega-koleżanka i boję się cokolwiek zmieniać. Za bardzo go lubię i cenię jako muzyka (bo nim właśnie jest), żeby później coś się popsuło. Boję się, że jeśli coś by z tego wyszło 'głębszego' to później na pewno by się popsuło, a wiem z doświadczeń (swoich i znajomych), że gdy związek się zepsuje to później nie ma szans na jakąkolwiek przyjaźń. Nie potrafiłabym tego znieść, bo brakowałoby mi go bardzo. Jego niepowtarzalnego uśmiechu, spojrzenia, żartów, miłości do muzyki, uroczej i czasami denerwującej nadpobudliwości, optymizmu, wszystkiego. Cholernie boję się, że "to coś więcej" trwałoby krótko, a 'przyjaciółmi' moglibyśmy być znacznie dłużej. Na początku wszystkim wydawało się, że trochę ta jego 'miłość' potrwa. Jedynie moja przyjaciółka mówiła, że długo ze sobą nie pobędą. Nie myliła się. Cała ta sprawa jest bardzo dziwna, bo mimo jego wad, które wszystkich dookoła denerwują, mi one nie przeszkadzają, a wręcz przeciwnie bardzo je lubię. Nie wiem, nie wiem nic, kompletnie...
Wystarczyła mi chwila niewielka
byś imię miał, byś po prostu się stał
Za bardzo przywiązuję się do ludzi... .
Dobranoc.
Liz.
Nie wspominałam chyba Wam, że ON i ONA już nie są razem. Dowiedziałam się o tym kilka dni temu. Nie będę ukrywać i powiem szczerze, że ucieszyło mnie to. W sumie ostatnio dość często się z nim widzę i wszystko jest tak jak było kiedyś. Nic się nie zmieniło, wczoraj również. Mimo iż nasze spotkanie trwało chwilę to zdążyliśmy dwa razy wymienić się uśmiechem. Dzisiaj już nie wiem co się dzieje w mojej głowie. Mam jeden wielki bałagan, jakiego nigdy przedtem nie miałam. Nie mogę, a nawet nie chcę się nad tym wszystkim zastanawiać. Narazie jesteśmy w dobrych stosunkach kolega-koleżanka i boję się cokolwiek zmieniać. Za bardzo go lubię i cenię jako muzyka (bo nim właśnie jest), żeby później coś się popsuło. Boję się, że jeśli coś by z tego wyszło 'głębszego' to później na pewno by się popsuło, a wiem z doświadczeń (swoich i znajomych), że gdy związek się zepsuje to później nie ma szans na jakąkolwiek przyjaźń. Nie potrafiłabym tego znieść, bo brakowałoby mi go bardzo. Jego niepowtarzalnego uśmiechu, spojrzenia, żartów, miłości do muzyki, uroczej i czasami denerwującej nadpobudliwości, optymizmu, wszystkiego. Cholernie boję się, że "to coś więcej" trwałoby krótko, a 'przyjaciółmi' moglibyśmy być znacznie dłużej. Na początku wszystkim wydawało się, że trochę ta jego 'miłość' potrwa. Jedynie moja przyjaciółka mówiła, że długo ze sobą nie pobędą. Nie myliła się. Cała ta sprawa jest bardzo dziwna, bo mimo jego wad, które wszystkich dookoła denerwują, mi one nie przeszkadzają, a wręcz przeciwnie bardzo je lubię. Nie wiem, nie wiem nic, kompletnie...
Wystarczyła mi chwila niewielka
byś imię miał, byś po prostu się stał
Za bardzo przywiązuję się do ludzi... .
Dobranoc.
Liz.
Ps.
Jeśli macie jakiś pomysł na notkę, chcecie, abym poruszyła jakiś temat albo macie do mnie jakieś pytania to śmiało.
niedziela, 19 lutego 2012
About music again.
Z racji tego, że od kilku dni umieram z powodu bólu brzucha, w moim życiu nie zdarzyło się nic ciekawego. Oczywiście cotygodniowe spotkanie z moją cudowną muzyczną grupą było jak zwykle udane. Pracujemy naprawdę ciężko i wkładamy w naszą muzykę dużo serca. Narazie mamy w swoim repertuarze tylko covery, ale staramy się wymyślić coś swojego. Niestety nie udaje nam się to za bardzo, bo większość z nas nie uczęszcza/uczęszczała do szkoły muzycznej i mamy pojęcie w tym temacie takie jakie mamy. To co udało nam się wyszukać w necie, spostrzec samemu lub dowiedzieć od kogoś kto się na tym zna, wykorzystujemy i staramy się dokształcać w tym temacie. Moim chyba jednym z największych marzeń jest uczęszczanie do szkoły muzycznej, nauka komponowania i gra na saksofonie (z tym ostatnim będzie wieeeeelki problem). Narazie gram na tym na czym mogę, czyli na gitarze. Nie wymiatam na tym instrumencie jakoś specjalnie, gram zwykłe piosenki, a czasami staram się podpatrywać coś na filmikach i dokładać to w małym stopniu do tworzenia własnej muzyki. Czasami nawet przypadkowo chwycę jakiś akord, który (jak się potem okazuje) już istnieje i w ten sposób uczę się czegoś nowego. W moim gimnazjum jest też pianino i czasami podpatrując jakieś ćwiczenia na lekcji muzyki lub internecie, próbuję sobie coś "pobrzdąkać", bo wiem i zdaję sobie z tego sprawę, że nie ważne do jakiej szkoły muzycznej pójdę, pianino będzie obowiązkowe. Jak też już prawdopodobnie wiecie, próbuję swoich sił w wokalu i myślę (nie chcę wyjść tutaj na chwalipiętę, czy kogoś takiego ), że wychodzi mi to nie najgorzej. Chodzę na konkursy (czasami nawet je wygrywam, łał :D), śpiewam w szkole, kościele (dziwnie to zabrzmiało), na dniach miasta itd. Na warsztatach nauczyciel powiedział mi, że jestem bardzo zdolna, ale brak mi pewności siebie. W sumie dużo osób mi to mówi, bo po tym dość długim czasie, kiedy to występuję publicznie mam straszna tremę, drżę jak galareta, brakuje mi słów. Nawet mówiąc, czy śpiewając ludzie odczuwają to i słyszą po moim głosie, który się wyraźnie trzęsie, później mówią mi "ale miałaś tremę" itp. Mam nadzieję, że to nie wygląda na chwalenie się. Chciałam... w sumie nie wiem, co chciałam.
W sumie nie miałam dzisiaj pomysłu na notkę. Pisałam co mi przyszło "do palców", bez zastanowienia i znów wyszła notka o muzyce. Kurcze, to jakoś w podświadomości mi siedzi :)
Miłego wieczoru.
Liz.
Ps.
Jedna z moich czytelniczek o nicku Codik prosiła mnie, abym podała jakieś tytuły piosenek jazzowych. Spełnienie Twojej prośby znajduje się w komentarzu pod poprzednią notką KLIK :)
W sumie nie miałam dzisiaj pomysłu na notkę. Pisałam co mi przyszło "do palców", bez zastanowienia i znów wyszła notka o muzyce. Kurcze, to jakoś w podświadomości mi siedzi :)
Miłego wieczoru.
Liz.
Ps.
Jedna z moich czytelniczek o nicku Codik prosiła mnie, abym podała jakieś tytuły piosenek jazzowych. Spełnienie Twojej prośby znajduje się w komentarzu pod poprzednią notką KLIK :)
piątek, 10 lutego 2012
Byłam u lekarza i okazało się, że to dość mocne przeziębienie, ale muszę uważać, bo szybko może się ono zamienić w zapalenie oskrzeli. Do końca tygodnia mam zakaz wychodzenia z domu. DAMN! Czyli moje plany na ten tydzień runęły. Miałam iść na spotkanie z moim znajomym (powiedzmy, że tak go możemy nazwać), który jest muzykiem. Miał mi pomóc i wytłumaczyć jak mam się przygotować do startowania do szkoły muzycznej. Niestety musiałam spotkanie przenieść na inny termin. Nie wiem czy mogę się Wam tutaj rozpisać o co chodzi z tą szkołą, bo boję się zapeszyć. Ale może opowiem Wam jak zaczęła się moja przygoda z muzyką.
Jak wiecie (lub nie) moim głównym gatunkiem (nie wiem jak to ująć) jest jazz. Jednak to nie było takie jasne od początku. Jako "dziecko ulicy" wychowałam się na rapie. W pewnym momencie poczułam, że to nie jest to. Zaczęłam szukać. We wszystkim mi czegoś brakowało. Hip-hop, rap, pop, metal, rock, reggae itd. - nic nie dawało mi satysfakcji, ukojenia. Jednak nigdy nie zaglądnęłam do bluesa, jazzu. Myślałam: "łee, w tym nie ma nic fajnego, brak jakiegoś porządku". Do czasu... Gdy zaczęłam wgłębiać się w tajniki tego gatunku, to zrozumiałam, że bardzo, ale to bardzo się myliłam. Właśnie w jazzie znalazłam ten spokój, którego mi brakowało. Właśnie ten brak ładu mnie zafascynował. Jesteś wolny jak ptak. Wszystko należy do Ciebie, grasz, tworzysz to co czujesz. Nie ma jakiś ścisłych reguł. Tego nie da się nigdzie wyczytać, to trzeba poczuć na własnej skórze, we własnym umyśle, we własnym sercu. Improwizacja - coś pięknego, co sprawia, że jedna piosenka za każdym razem może brzmieć inaczej, sprawia, że utwór nigdy się nie znudzi. Zawsze można dodać coś nowego. Zasady jazzu są tak obszerne i różnorodne, że nikt nawet nie ma zamiaru się ich uczyć na pamięć. Wystarczy poznać kilka ogólnych "trików", aby wszystko było jasne. Ja niestety dość późno zainteresowałam się tym wszystkim. Było to mniej więcej rok temu. Mój przyjaciel pokazał mi kilka standardów jazzowych, wytłumaczył mi to i owo i poczułam to. Już w maju zgłosiłam się na warsztaty jazzowe (nie będę już mówiła gdzie), podczas trwania jednych, zgłosiłam się już na drugie, pod koniec wakacji. W ciągu 2 miesięcy miałam ponad 2 tygodniowy intensywny kontakt z jazzem. Było to coś niezwykłego, w tym roku też idę. Już powiedziałam rodzicom, że jeżeli nie dadzą mi kasy, to sama ją w jakiś sposób zdobędę. Z każdym dniem coraz bardziej jestem zakochana w jazzie. Codziennie odkrywam coś nowego. Nie zmienia to faktu, iż nie słucham innej muzyki. Oczywiście, że czasami robię sobie przerwę. Słucham wielorakich repertuarów, ale właśnie jazz jest moją inspiracją i natchnieniem.
Czasami wydaje nam się, że coś jest dla nas nieodpowiednie. Trzeba dać szansę, trzeba spróbować, bo może się mylimy. Może właśnie, to co z góry przekreślamy jest naszą "szukaną rzeczą", może właśnie tam jest przepis na nasze szczęście. Warto zahaczać nawet o najbardziej na pozór dziwne, zwyczajne i nudne rzeczy, bo właśnie w nich kryje się to czego szukamy. Ja zaryzykowałam. Szukałam jakiegoś wewnętrznego zaspokojenia i oto znalazłam tam, gdzie nigdy bym, ze zdrowym rozsądkiem nie zaglądnęła. Widocznie, ktoś z góry mnie poprowadził na tą drogę. "Szukajcie, a znajdziecie; proście, a będzie Wam dane".
Jak wiecie (lub nie) moim głównym gatunkiem (nie wiem jak to ująć) jest jazz. Jednak to nie było takie jasne od początku. Jako "dziecko ulicy" wychowałam się na rapie. W pewnym momencie poczułam, że to nie jest to. Zaczęłam szukać. We wszystkim mi czegoś brakowało. Hip-hop, rap, pop, metal, rock, reggae itd. - nic nie dawało mi satysfakcji, ukojenia. Jednak nigdy nie zaglądnęłam do bluesa, jazzu. Myślałam: "łee, w tym nie ma nic fajnego, brak jakiegoś porządku". Do czasu... Gdy zaczęłam wgłębiać się w tajniki tego gatunku, to zrozumiałam, że bardzo, ale to bardzo się myliłam. Właśnie w jazzie znalazłam ten spokój, którego mi brakowało. Właśnie ten brak ładu mnie zafascynował. Jesteś wolny jak ptak. Wszystko należy do Ciebie, grasz, tworzysz to co czujesz. Nie ma jakiś ścisłych reguł. Tego nie da się nigdzie wyczytać, to trzeba poczuć na własnej skórze, we własnym umyśle, we własnym sercu. Improwizacja - coś pięknego, co sprawia, że jedna piosenka za każdym razem może brzmieć inaczej, sprawia, że utwór nigdy się nie znudzi. Zawsze można dodać coś nowego. Zasady jazzu są tak obszerne i różnorodne, że nikt nawet nie ma zamiaru się ich uczyć na pamięć. Wystarczy poznać kilka ogólnych "trików", aby wszystko było jasne. Ja niestety dość późno zainteresowałam się tym wszystkim. Było to mniej więcej rok temu. Mój przyjaciel pokazał mi kilka standardów jazzowych, wytłumaczył mi to i owo i poczułam to. Już w maju zgłosiłam się na warsztaty jazzowe (nie będę już mówiła gdzie), podczas trwania jednych, zgłosiłam się już na drugie, pod koniec wakacji. W ciągu 2 miesięcy miałam ponad 2 tygodniowy intensywny kontakt z jazzem. Było to coś niezwykłego, w tym roku też idę. Już powiedziałam rodzicom, że jeżeli nie dadzą mi kasy, to sama ją w jakiś sposób zdobędę. Z każdym dniem coraz bardziej jestem zakochana w jazzie. Codziennie odkrywam coś nowego. Nie zmienia to faktu, iż nie słucham innej muzyki. Oczywiście, że czasami robię sobie przerwę. Słucham wielorakich repertuarów, ale właśnie jazz jest moją inspiracją i natchnieniem.
Czasami wydaje nam się, że coś jest dla nas nieodpowiednie. Trzeba dać szansę, trzeba spróbować, bo może się mylimy. Może właśnie, to co z góry przekreślamy jest naszą "szukaną rzeczą", może właśnie tam jest przepis na nasze szczęście. Warto zahaczać nawet o najbardziej na pozór dziwne, zwyczajne i nudne rzeczy, bo właśnie w nich kryje się to czego szukamy. Ja zaryzykowałam. Szukałam jakiegoś wewnętrznego zaspokojenia i oto znalazłam tam, gdzie nigdy bym, ze zdrowym rozsądkiem nie zaglądnęła. Widocznie, ktoś z góry mnie poprowadził na tą drogę. "Szukajcie, a znajdziecie; proście, a będzie Wam dane".
wtorek, 7 lutego 2012
I'm dying.
Wczoraj obudziłam się z strasznym bólem głowy. Zlekceważyłam to, wzięłam tabletkę i poszłam do szkoły. Miałam ważny dzień jakiś konkurs polonistyczny, sprawdzian, kartkówkę i nie chciałam sobie narobić zaległości. Wszyscy dookoła się mnie pytali, czy wszystko ze mną ok, bo jestem blada jak ściana. Po jakimś czasie czułam się coraz gorzej. Wróciłam do domu i od razu położyłam się na łóżko, było mi strasznie zimno. Mama zrobiła mi gorącą herbatę i kazała mi coś zjeść, bo zobaczyła, że moje śniadanie leży w torbie nietknięte. Nie miałam apetytu, więc nawet na to nie spojrzałam, tylko poszłam spać. Obudziłam się ok. godz 17, weszłam do salonu, gdzie siedzieli moi rodzice i od razu rozpoznali po moich oczach, że mam gorączkę. Ich nieomylność mnie czasami przeraża, po zmierzeniu temperatury okazało się, że mam ponad 38 stopni. Znów wypiłam herbatę z cytryną, zjadłam coś na siłę, wzięłam jakieś leki i poszłam spać, dzisiaj oczywiście do szkoły nie poszłam. W nocy co chwilę się budziłam, sachara w gębie kompletna, na szczęście mój tato pomyślał i zrobił mi herbatę w termosie. Rano schodząc na śniadanie, czułam się fatalnie. Nie było to dla mnie z resztą nic nadzwyczajnego, bo kilka razy byłam odwodniona i wiem, co oznacza osłabienie organizmu. Zaraz mam umówioną wizytę u lekarza, mam nadzieję, że przepisze mi jakieś leki, które szybko postawią mnie na nogi. Nie narzekałabym również na jakąś kroplówkę, człowiek czuje się po tym jak nowo narodzony! Ten tydzień jest dla mnie ważny, ponieważ muszę się dowiedzieć kilku ważnych rzeczy głównie związanych z muzyką, a poza tym nie chce mi się już siedzieć w domu. To strasznie męczące, kręgosłup mnie już od tego leżenia boli ;o
Liz.
Ps.
Przepraszam za jakiekolwiek błędy w notce, starałam się, ale niestety wszystko mi się dwoi i nie mam na nic siły.
Subskrybuj:
Posty (Atom)